Sci-Fi
Fantasy
Antologia
Niezbadane Krainy
Recenzja
Tytuł „Opowiadania najlepsze” to w świecie literatury bardzo odważna obietnica, która w tym przypadku nie dotyczy jednej powieści, lecz całego przekroju twórczości Harlana Ellisona. Przyznam szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z tego typu wydawnictwem i od razu zostałem rzucony na głęboką wodę. Podczas lektury w głowie pulsowało mi jedno konkretne skojarzenie: netfliksowe „Miłość, śmierć i roboty”. Nie wspominam o tym tytule bez przyczyny, ponieważ książka (wydana na naszym podwórku przez Dom Wydawniczy Rebis) brzmi jak gotowy scenariusz na kolejny, najbardziej pokręcony sezon tego zbioru animacji. Te teksty są abstrakcyjne, bywają brutalne, a momentami wręcz „chore” w swoim pomyśle - i właśnie to jest w nich absolutnie genialne.
Dom Wydawniczy Rebis zapowiedział premierę na 24 LUTEGO
Dawno moja wyobraźnia nie była stymulowana tak mocno, jak podczas lektury tych dziewiętnastu opowiadań. Ich autor, Harlan Ellison, to postać legendarna i kontrowersyjna. Był wielokrotnym zdobywcą nagród Hugo i Nebula, ale też człowiekiem o niespożytej energii i niewyparzonym języku. Jako zdeklarowany ateista i buntownik, Ellison nigdy nie kłaniał się autorytetom, co wyraźnie czuć na każdej stronie tego zbioru. To proza pisana przez człowieka, który nie boi się wkładać kija w mrowisko i zmuszać czytelnika do wyjścia ze strefy komfortu.
Nie spodziewałem się, że czytanie krótkich form - od science-fiction, przez fantasy, aż po rasowy horror (w zasadzie to każde z tych opowiadań jest w stanie przestraszyć) - może dawać taką satysfakcję. Ellison mistrzowsko konstruuje światy, w które zanurzamy się błyskawicznie tylko po to, by za chwilę zbierać szczękę z podłogi po finałowej scenie. Zaraz potem przeskakujemy do zupełnie innej, niepowiązanej historii, co nadaje lekturze niesamowitego tempa. Autor tworzy sytuacje tak gęste i surrealistyczne, że ciężko o nich zapomnieć, a jednocześnie robi to tak obrazowo, że bez trudu możemy je sobie zwizualizować
Warto zaznaczyć, że Ellison nie bierze jeńców również w warstwie światopoglądowej i językowej. Potrafi przedstawić biblijnego Węża jako postać pozytywną, czyniąc z Boga tego złego, co doskonale oddaje jego przekonania. Posługuje się przy tym twardym, często wulgarnym językiem. Choć niektórym może to przeszkadzać, w mojej ocenie ten styl idealnie pasuje do brudnego i bezkompromisowego charakteru jego opowieści. To teksty, które powstawały na łamach czasopism przez kilkadziesiąt lat, a mimo to wciąż brzmią świeżo, nowocześnie i często (niestety) dość aktualnie.
Cieszę się, że jako pierwszy w moje ręce trafił właśnie Harlan Ellison. Nie zdawałem sobie sprawy, że krótkie opowiadania mogą być tak intensywnym i angażującym przeżyciem. Ellison bez wątpienia jest jednym z najlepszych w swojej kategorii, a jego historie, choć często mroczne i niepokojące, gwarantują jedno: zostaną w Waszej pamięci na bardzo długo. Mojej głowy z pewnością tak szybko nie opuszczą.
Dzięki formie krótkich opowiadań tempo jest wręcz ekspresowe - Ellison wrzuca nas w sam środek akcji, a potem kończy historię mocnym uderzeniem, po którym następuje natychmiastowy reset i skok w zupełnie inne realia. To sprawia, że przez te 19 tekstów przechodzi się bardzo płynnie.
Przy tak krótkich formach trudno o głębokie studia psychologiczne, ale Ellison ma dar do kreowania wyrazistych postaci. Często są to ludzie postawieni w sytuacjach ekstremalnych, zmuszeni do szybkich decyzji. Są na tyle autentyczni w swoim bólu czy szaleństwie, że mimo krótkiego czasu spędzonego z nimi, zdążymy ich „poczuć”.
Relacje u Ellisona rzadko są zdrowe – częściej są toksyczne, brutalne lub oparte na pierwotnych instynktach. Autor gra na wysokich tonach, serwując nam całe spektrum emocji: od szoku i obrzydzenia, po fascynację i dziwny rodzaj melancholii. Czasami wręcz obrzydza.
Język jest twardy, bezpośredni i nie stroni od wulgaryzmów tam, gdzie są one potrzebne. Ellison pisze z niesamowitą pewnością siebie, co nadaje opowiadaniom nowoczesnego sznytu, mimo że wiele z nich ma już swoje lata. Czyta się to po prostu dobrze, choć niektórych może to zrazić, bo niekiedy jest naprawdę dosyć... "obrazowo".
Nawet jeśli niektóre motywy science-fiction czy horroru mogą wydawać się dziś znane, to sposób, w jaki Ellison je odwraca, wciąż budzi podziw. Pomysły typu „dobry Wąż i zły Bóg” pokazują, że autor miał odwagę iść pod prąd i szukać perspektyw, na które mało kto by się odważył.
Choć każdy z 19 światów poznajemy tylko przez chwilę, autor potrafi je nakreślić tak plastycznie, że natychmiast stają nam przed oczami. Surrealistyczne wizje mieszają się tu z brudną rzeczywistością.
Struktura „antologii” działa tu na korzyść czytelnika. Syndrom „jeszcze jednego opowiadania” jest tu bardzo silny. Chęć sprawdzenia, co tym razem wymyślił ten „chory” geniusz, sprawia, że od książki trudno się oderwać.
Po zamknięciu książki zostajemy z głową pełną obrazów, o których nie da się łatwo zapomnieć. To zbiór, który spełnia swoją obietnicę bycia „najlepszym” nie tylko tego jednego autora, ale w całym swoim gatunku.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym spotkaniem. Jako debiut w świecie krótkich form Ellisona, ten zbiór sprawdza się idealnie. To solidna, mocna lektura dla każdego, kto kocha mroczną fantastykę i nie boi się tekstów, które potrafią zajść pod skórę.
„Opowiadania najlepsze” to literacki granat, który rozrywa schematy i zostawia czytelnika w pozytywnym oszołomieniu. Harlan Ellison udowodnił mi, że krótka forma potrafi uderzyć znacznie mocniej i zostać w pamięci na dłużej niż niejedna wielotomowa saga. Jeśli lubisz Netflixowe "Miłość, Śmierć i Roboty", to zdecydowanie ta książka powina znaleźć się na Twojej półce!
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆