Średniowiecze
Kosmos
Wydawnictwo Rebis
Niezbadane Krainy
Recenzja
Czasami mam taki moment, że czuję zwyczajne zmęczenie książkami-bestiami. Uwielbiam High Fantasy, ale pożeranie kolejnego cyklu, gdzie każdy tom ma ponad tysiąc stron i trzeba pilnować każdego szczegółu, żeby nie zgubić wątku, potrafi wykończyć. W takich chwilach z wielką chęcią sięgam po coś lekkiego - krótką historię, która nie wymaga wielogodzinnych analiz, a po prostu bawi i pozwala płynąć z nurtem opowieści. Dzięki współpracy z wydawnictwem Rebis taka historia sama do mnie przyszła. Mówię o „Podniebnej Krucjacie” Poula Andersona, która na swoich niecałych dwustu stronach mieści więcej frajdy, niż niejeden opasły tomiszcze.
* DZIĘKI WYDAWNICTWU REBIS PREMIERA TEJ KSIĄŻKI JUŻ 27 STYCZNIA - ZAPISZCIE SOBIE!
Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby zaawansowana technicznie obca cywilizacja odwiedziła nas w samym środku średniowiecza? Wyobraźcie sobie: my na koniach, z mieczami w dłoniach, a tu nagle przed naszym fortem ląduje stalowy olbrzym z nieba. No dobra, ja się nad tym wcześniej nie zastanawiałem, ale dzięki tej książce już znam odpowiedź. Całą historię śledzimy oczami brata Parvusa, sympatycznego i bardzo zabobonnego zakonnika, który towarzyszy sir Rogerowi de Tourneville. Sir Roger właśnie zbierał rycerstwo na wojnę z Francuzami, kiedy zamiast wroga zza kanału, dostał wroga z gwiazd. Choć przybysze otworzyli ogień, bohaterscy Anglicy nie dali za wygraną i w swoim stylu przejęli statek obcych. Zamiast jednak wspomóc króla na froncie, w wyniku niesamowitego splotu wydarzeń, lądują daleko od Ziemi bez możliwości powrotu. W tym momencie kończy się historia, jaką znamy, a zaczynają „Gwiezdne Wojny” w iście komediowym wydaniu.
Fakt, że książka jest pisanym po latach zapiskiem brata Parvusa, nadaje jej niesamowitego klimatu. Wszystko jest opisywane w stylu bogobojnym, co prowadzi do przekomicznych dylematów. Razem z bohaterami zaczynamy się zastanawiać, kiedy właściwie w kosmosie przypada piątek albo jak wyliczyć Wielkanoc, skoro doby w kosmosie nie są równe dobom na Ziemi. Najzabawniejsze jest jednak to, jak sir Roger, zwykły rycerz na koniu, staje się nagle graczem, z którym muszą liczyć się potężne cywilizacje podbijające galaktykę. Umówmy się - w bezpośrednim starciu rycerstwo nie miałoby szans, ale dzięki sprytnym manipulacjom, kłamstwom i mistrzowskiej polityce, nasi bohaterowie stawiają czoła sytuacji beznadziejnej. My jako czytelnicy znamy prawdę, więc obserwowanie, jak sir Roger kłamie generałom obcych prosto w oczy, wmawiając im, że Anglia to wielka międzygwiezdna potęga władająca mnóstwem planet, wywołuje szczery uśmiech.
Mimo że to krótka opowieść, którą można pochłonąć w jeden wieczór, Anderson upchnął tu całkiem sporo treści. Poza aspektem wojennym i manewrowaniem między obcymi rasami, dostajemy też wątki zdrady, trudnej miłości i zwykłej ludzkiej tęsknoty za domem. Całość jest jednak utrzymana w lekkim tonie, przez co irracjonalna sytuacja, w której średniowieczne chłopstwo interpretuje kosmos na swój własny sposób, sprawia, że humor nie opuszcza nas do samego końca. Można oczywiście przymknąć oko na to, jak szybko ludzie nauczyli się obsługi obcej technologii czy języka, bo autor kwituje to po prostu upływem czasu i nie pozwala nam się nad tym zbyt długo głowić. Ta książka ma bawić, a nie zmuszać do rozmyślań typu „jak to możliwe”.
„Podniebna Krucjata” to idealna odskocznia od literackich gigantów i nic dziwnego, że swego czasu była tak popularna, że doczekała się nawet filmu. Dziękuję wydawnictwu Rebis za ten egzemplarz - ta dawka dowcipnego irracjonalizmu zostanie mi w pamięci na długo.
Akcja pędzi od pierwszej strony. Nie ma tu miejsca na nudę - od lądowania statku po międzygwiezdne bitwy. Tempo jest błyskawiczne, choć momentami autor idzie „na skróty” i powstają dziury, ale jednak w większości przypadków pasuje to do konwencji lekkiej przygody.
Brat Parvus jako narrator jest genialny - jego zabobonność i pobożność nadają całości unikalny filtr. Sir Roger to z kolei świetny przykład charyzmatycznego lidera, który nadrabia braki technologiczne czystą bezczelnością i sprytem.
Mimo komediowego tonu, autorowi udało się przemycić autentyczne uczucia - od lojalności rycerskiej, przez trudną miłość, aż po nostalgię i przejmującą tęsknotę za domem, która towarzyszy bohaterom w gwiazdach.
Stylizacja na kronikę pisaną przez zakonnika to strzał w dziesiątkę. Język jest przystępny, ale zachowuje ten specyficzny, „bogobojny” sznyt, który buduje komizm sytuacji w zderzeniu z technologią sci-fi. Pod koniec historii trochę tracimy już obraz, że mamy do czynienia z nieco prymitywną średniowieczną ludnością, ale przez większość książki to czujemy na każdym kroku.
W moim przypadku motyw rycerzy w kosmosie to coś nowego. Połączenie średniowiecznego światopoglądu z galaktycznym imperium wciąż robi wrażenie swoją pomysłowością.
Napotkane planety czy obce cywilizacje są przedstawiane z wyglądu, ale raczej pobieżnie. Nie do końca udawało mi się wyobrazić co widzę czytając książkę.
Przez to, że jest krótka i nastawiona na zabawę, czyta się ją błyskawicznie – idealna, by pochłonąć ją w jeden wieczór bez poczucia przytłoczenia.
Spełnia swoją rolę jako „odświeżacz” między cięższymi lekturami, dostarczając dokładnie tego, co obiecuje.
Bawiłem się świetnie. Irracjonalizm niektórych sytuacji i polityczne blefy sir Rogera to czysta rozrywka. To solidna pozycja, która udowadnia, że klasyka sci-fi wcale nie musi być ciężka i przestarzała.
Książka Andersona to idealny dowód na to, że "stara" fantastyka potrafi bawić lepiej niż współczesne blockbustery, o ile nie oczekujemy od niej naukowych wykładów, a nastawimy się na czystą, rycerską przygodę w gwiazdach.
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆