(Ocena końcowa gry pod rekomedatorem)
"Songs of Silence" to gra, w której jest serce, ciekawy świat, fajne pomysły… i jednocześnie mnóstwo braków. To tytuł, który bardzo chciałem pokochać, bo widzę w nim iskierkę „czegoś nowego”, ale każdy jego element kończy się zbyt szybko. Gdyby twórcy dali sobie jeszcze rok pracy, gdyby rozwinęli karty, dokładali frakcje, dali więcej swobody w kampanii - mogłoby być naprawdę super. A tak wyszła gra poprawna, momentami interesująca, ale ostatecznie biedna w zawartość.
Czy warto zagrać? Jeśli lubisz turówki i ciekawi Cię połączenie strategii z auto-battlerem - tak, choćby dla samej fabuły. Ale nie spodziewaj się produkcji, którą będziesz ogrywać tygodniami. To bardziej „ciekawostka na parę wieczorów”, a nie pełnoprawny następca HoMM czy dużych 4X-ów.
To, co broni "Songs of Silence", to fabuła. Mamy dwa światy, dawno temu skłócone, ale teraz zagrożone przez wspólnego wroga - tytułową Ciszę, zwaną też Krucjatą. Klimat jest mocny, świat ciekawie wykreowany, a kampania pozwala poprowadzić trzy różne frakcje, w tym samą Krucjatę. Bardzo przypomina to konstrukcję HoMM 4 - osobne ścieżki, które ostatecznie splatają się w większą historię. I to działa. Gdyby reszta gry była równie dobrze dopracowana, moglibyśmy tu mieć małą perełkę fantasy.
Ale… no właśnie.
Widać mnóstwo pomysłów, ale nic nie jest rozwinięte na tyle, ile powinno. Są trzy frakcje - i tylko trzy. Są ciekawe jednostki - ale mało. Są karty-umiejętności - ale też mało. Kampania potrafi być sztywna i nie daje zbyt wielu możliwości kombinowania. Całość działa, ale wciąż czuć, że to dopiero fundament pod coś większego, co nigdy nie zdążyło powstać.
(Dalsza część recenzji pod ilustracją)
KLIKNIJ OBRAZ 👆
STUDIO: Chimera Entertainment
Miłośnik powolnego klikania to ja w pigułce. Lubię, kiedy mam chwilę na zastanowienie, kiedy mogę coś „przystrateżyć”, coś zbudować, bez presji i pośpiechu. Dlatego nie mogłem przejść obojętnie obok "Songs of Silence", zwłaszcza że Epic Games swego czasu podsunął mi tę grę za darmo (informowałem Was, wstydźcie się jeśli przegapiliście!). Strategia turowa, nowe podejście, trochę skojarzeń z HoMM… i duże oczekiwania. No to sprawdźmy, jak to działa w praktyce.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to grafika. I jest… przyjemna, ale jednocześnie dziwnie płaska. Gdybym miał ją opisać jednym zdaniem, powiedziałbym: „komiksowa baśń w pastelach”. Ładnie się na to patrzy, wszystko jest spójne, ale brakuje szczegółów, które przyciągałyby wzrok. Nie ma tu takich momentów, kiedy zatrzymujesz się na mapie, przybliżasz postać i myślisz: „łał, ktoś odwalił kawał dobrej roboty”. Nie - miasta są ładne, jednostki są poprawne, ale nic nie robi wrażenia. Trochę szkoda, bo świat ma potencjał, a muzyka Hitoshiego Sakimoto (tak, tego od "Final Fantasy XII") robi świetny klimat i aż prosi się o oprawę z większym rozmachem.
Najciekawszy element gry to mechanika, która łączy klasyczną turówkę na mapie z auto-battlerem na polu walki. I tu robi się ciekawie - ale tylko na początku. Po mapie poruszamy się jak w znanych strategiach: zbieramy surowce, odkrywamy teren, rozwijamy miasta. Jednak bitwy wyglądają inaczej, bo jednostki walczą same. My tylko wspieramy je kartami-umiejętnościami, które zdobywamy wraz z poziomem bohatera. Brzmi oryginalnie, prawda? Też tak pomyślałem… dopóki nie odkryłem, jak ubogi jest ten system. Kart jest mało jak diabli - pięć, może sześć na frakcję. Nie ma tu losowania talii, żadnego budowania kombinacji. Masz wszystko na start, używasz, cooldown, znowu używasz, i tak w kółko. To nie jest deck-builder. To nie jest nawet próba deck-buildera. To „księga zaklęć” z HoMM, tylko w trochę innym stylu, i jeszcze mocno odchudzona. Szkoda, bo pomysł był naprawdę dobry.
Mechanika ciekawa, połączenie turówki z autobattlerem intryguje, ale system kart jest ubogi przez co walka staje się monotonna i szybko nuży
Postacie mają swój charakter, kampania pozwala prowadzić różne frakcje, ale brakuje większej różnorodności
Ładna, komiksowa oprawa, pastelowa estetyka i świetna muzyka Sakimoto robią klimat, ale brakuje detali i efektu „wow”
Ciekawie wykreowany świat, fabuła wciąga
Pomysł połączenia turowej strategii z auto-battlerem i kartami jest świeży, gorzej z wykonaniem
Proste, intuicyjne sterowanie, ale mechanika kart i ograniczone jednostki sprawiają, że gra nie daje wielu możliwości taktycznych
Fabuła wciąga, ale monotonia walk i powtarzalność rozgrywki ograniczają chęć grania dłużej
Gra wygląda na niedokończoną, dużo ciekawych pomysłów, ale braki w zawartości i rozwoju frakcji ograniczają ogólne wrażenie
Chciałem pokochać tę grę, widzę potencjał, ale ostatecznie wyszła poprawna i momentami nudna
Podsumowując, "Songs of Silence" to gra z ciekawymi pomysłami i klimatyczną oprawą, ale ograniczona zawartość i niedopracowane mechaniki sprawiają, że nie wciąga na dłużej. Fani turówek i HoMM-owych klimatów mogą znaleźć tu coś dla siebie, ale nie oczekujcie pełnoprawnego hitu.
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆