George R.R. Martin
Ród Smoka
Kontrowersje
Niezbadane Krainy
News
W murach HBO zawrzało mocniej niż w paszczy Vhagar. George R.R. Martin, ojciec chrzestny współczesnego fantasy, publicznie przyznał, że jego współpraca z twórcami serialowego „Rodu Smoka” legła w gruzach. To wyznanie rzuca długi cień na nadchodzący trzeci sezon i stawia fanów przed trudnym pytaniem: czyja to właściwie opowieść?
W najnowszym wywiadzie dla „The Hollywood Reporter”, który 15 stycznia 2026 roku lotem błyskawicy obiegł media społecznościowe i fora fanowskie, George R.R. Martin nie przebierał w słowach. Opisał swoją obecną relację z showrunnerem serialu, Ryanem Condalem, jako „fatalną” (abysmal). To bolesny cios dla wszystkich, którzy wierzyli w harmonijną współpracę między literackim pierwowzorem a telewizyjną wizją. Pisarz, który niegdyś osobiście namaścił Condala na swojego następcę w prowadzeniu tej historii, dziś zdaje się być duchem nieobecnym w procesie twórczym, co manifestuje się w coraz ostrzejszej retoryce jego publicznych wypowiedzi.
Kluczowym momentem wywiadu było gorzkie stwierdzenie Martina: „To nie jest już moja historia”. Autor podkreślił, że jego wpływ na kształt trzeciego sezonu, którego premiera planowana jest na lato 2026 roku, został zredukowany do minimum. Kością niezgody stały się drastyczne zmiany w fabule względem książki „Ogień i krew”, które Martin uważa za szkodliwe dla logiki świata i głębi postaci. Fani od miesięcy spekulowali o napięciach na linii autor-studio, zwłaszcza po kontrowersyjnych postach na blogu pisarza, ale nikt nie spodziewał się tak otwartej deklaracji odcięcia się od projektu, który ma być przecież filarem uniwersum „Gry o tron” przez najbliższe lata.
W tej medialnej burzy Ryan Condal stara się zachować zimną krew, choć jego wypowiedzi również zdradzają ślady zmęczenia. Showrunner przyznał w tym samym materiale, że próby pogodzenia artystycznej wizji Martina z brutalną praktyką produkcji telewizyjnej stały się niewykonalne. Condal argumentuje, że jako producent musi „po prostu maszerować naprzód dla dobra ekipy, obsady i stacji”, sugerując, że kreatywne i logistyczne różnice stały się nie do pogodzenia. To klasyczny konflikt między artystą-twórcą świata a rzemieślnikiem-realizatorem, gdzie stawką są setki milionów dolarów i oczekiwania milionów widzów, którzy chcą oglądać epickie bitwy smoków, nawet jeśli cena za nie jest wysoka.
Paradoksalnie, ten kryzys zaufania zbiega się z premierą innego projektu z tego samego świata. Już za chwilę, 19 stycznia 2026 roku, w Polsce zadebiutuje serial „Rycerz Siedmiu Królestw”, oparty na ukochanych przez fanów opowieściach o Dunku i Jaju. Tam atmosfera wydaje się być zgoła inna - znacznie bardziej kameralna, wierna duchowi nowel Martina i pozbawiona politycznego ciężaru wielkiej produkcji. To stawia „Ród Smoka” w trudnej pozycji: podczas gdy jedna produkcja kroczy ścieżką rzetelnej adaptacji, flagowy serial HBO musi teraz udowodnić, że potrafi przetrwać bez błogosławieństwa swojego stwórcy. Czy trzeci sezon obroni się samą akcją, gdy zabraknie w nim autorskiej duszy?
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆