Niezbadane Krainy

Stranger Things

Netflix

Duffer Brothers

Niezbadane Krainy

Recenzja

Finał piątego sezonu Stranger Things miał domknąć historię, a zostawił niedosyt. Recenzja o zmarnowanym potencjale, Henrym i niewypowiedzianych pytaniach
01 stycznia 2026

Stranger Things: Finał, Który Bał Się Własnej Historii | RECENZJA

Wyrwane Strony z Hawkins: Dlaczego Finał "Stranger Things" To Tylko Połowa Odpowiedzi?

 

No i stało się. Finałowy odcinek piątego sezonu "Stranger Things" jest już za nami. I naprawdę chciałabym napisać, że czuję satysfakcję. Chciałabym. Ale prawda jest taka, że czuję głównie rozczarowanie. Takie nieoczywiste, ciche, które nie pozwala po prostu zamknąć tego serialu w głowie i powiedzieć: „okej, było warto”. Pierwsza godzina odcinka? Majstersztyk.
 

 

Finał piątego sezonu Stranger Things miał domknąć historię, a zostawił niedosyt. Recenzja o zmarnowanym potencjale, Henrym i niewypowiedzianych pytaniach

Wielkie Oczekiwania, Szybkie Pożegnanie

Klimat gęsty jak mgła nad Hawkins. Napięcie, dreszcze na plecach, to nieprzyjemne uczucie, że zaraz wydarzy się coś naprawdę dużego. Serial robi dokładnie to, w czym zawsze był najlepszy: mnoży pytania, otwiera wątki, buduje poczucie, że jesteśmy o krok od poznania prawdy. Siedziałam z głową pełną myśli: o tym chcę wiedzieć więcej, tego niech nie puszczą, błagam, pociągnijcie to dalej. I wtedy… mniej więcej od 59 minuty… zaczyna się równia pochyła. I to taka bez żadnych hamulców. Nie chcę mówić „a nie mówiłam”. Ale powiem. A NIE MÓWIŁAM, ŻE NASTKA SIĘ POŚWIĘCI. I jasne - fabularnie to ma sens. Od początku była ustawiana w tej roli. Wiadomo było, że jej historia zmierza w tym kierunku. Problem w tym, jak to zostało rozegrane. Banalnie. Przewidywalnie. Bez tego ciężaru emocjonalnego, który powinien złamać widza na pół. To nie jest poświęcenie, które zostawia pustkę. To poświęcenie „bo tak wypada”, odhaczone i szybko przykryte kolejnymi scenami. Ale to i tak nie jest moja największa frustracja. Największym grzechem tego finału jest to, że ten sezon kończy się za szybko. I nie - nie dlatego, że był tak genialny, że odcinki minęły nie wiadomo kiedy. Kończy się za szybko, bo zostawia po sobie zbyt wiele niedopowiedzianych fundamentów.
 

Wyrwane Strony z Historii Hawkins

I tu dochodzimy do wątku, który dla mnie jest absolutnie kluczowy: historia Henry’ego.
We wspomnieniu widzimy go jeszcze jako dziecko. Jaskinia. Ciemność. I facet z walizką. W tej walizce - fragment Drugiej Strony, a w nim Łupieżca Umysłu. To właśnie w tym momencie Henry dostaje swoje moce. I jednocześnie w tym samym momencie przestaje być wolny, bo od tej chwili jest kontrolowany przez Łupieżcę Umysłu. To jest jasne. Czytelne. Pokazane wprost. Ale właśnie dlatego jeszcze bardziej boli to, czego twórcy nam nie dali. Bo kim był ten facet z walizką? Skąd w ogóle miał fragment Drugiej Strony? Jakim cudem ktoś chodził po świecie z Łupieżcą Umysłu zamkniętym w walizce, jakby to był artefakt albo broń biologiczna? Kto tak naprawdę jako pierwszy dostał się na Drugą Stronę? I dlaczego ta historia - najważniejsza dla całej mitologii "Stranger Things" - została zepchnięta do krótkiego flashbacku zamiast dostać własny, pełnoprawny odcinek?
Finał piątego sezonu Stranger Things miał domknąć historię, a zostawił niedosyt. Recenzja o zmarnowanym potencjale, Henrym i niewypowiedzianych pytaniach
No i pytanie, które mnie gryzie najbardziej: jak to się stało, że Henry i ten facet znaleźli się razem w tym samym miejscu i czasie? Przypadek? Przeznaczenie? Eksperyment? A może Henry wcale nie był pierwszym, tylko kolejnym elementem dużo starszego planu?
Ten wątek aż prosił się o rozwinięcie. O cofnięcie się do samych początków. O pokazanie pierwszego kontaktu z Drugą Stroną, pierwszej osoby, która ją odkryła, pierwszego momentu, w którym Łupieżca Umysłu zaczął realnie wpływać na nasz świat. Bez tego wszystko, co dzieje się później, traci na wadze. Bo zamiast poczucia pełnego domknięcia zostajemy z wrażeniem, że ktoś wyrwał najważniejsze strony z książki i kazał nam je sobie dopowiedzieć.
 

"Bezpieczne" Zakończenie

I nie jestem w tym odosobniona. W fandomie aż huczy. Jedni bronią finału, bo „emocje”, bo „pożegnanie bohaterów”, bo „tak musiało być”. Inni - i jest ich naprawdę wielu - czują dokładnie to samo co ja: niedosyt, zmarnowany potencjał i poczucie, że twórcy w najważniejszym momencie wybrali bezpieczną drogę zamiast pójść w głąb własnego świata. To nie jest zły finał.
Finał piątego sezonu Stranger Things miał domknąć historię, a zostawił niedosyt. Recenzja o zmarnowanym potencjale, Henrym i niewypowiedzianych pytaniach
Ale to też nie jest finał, na jaki "Stranger Things" zasługiwało. Bo przez lata ten serial udowadniał, że potrafi być mroczny, nieoczywisty i zaskakująco mądry. A tutaj - na sam koniec - bardziej chciał nas wzruszyć niż naprawdę coś nam opowiedzieć. I zostawił mnie nie z myślą „wow, co za koniec”, tylko z pytaniem: dlaczego tej historii nie pozwolono wybrzmieć do końca?
 
Finał piątego sezonu "Stranger Things" nie zawiódł dlatego, że był zły - zawiódł dlatego, że bał się opowiedzieć własną historię do końca.

Pytasz Co Sobie Dzisiaj Obejrzeć? Sprawdź Nasz REKOMENDATOR FILMÓW

Finał piątego sezonu Stranger Things miał domknąć historię, a zostawił niedosyt. Recenzja o zmarnowanym potencjale, Henrym i niewypowiedzianych pytaniach

Sprawdź resztę >>>

NAJNOWSZE RECENZJE

arrow left
arrow right

Finał "Stranger Things" Za Nami. Podsumowanie, Opinie I Wzruszająca Teoria

KLIKNIJ OBRAZ 👆

Przewidywalny Koniec Świata. Dlaczego 5. Sezon „Stranger Things” Na Razie Rozczarowuje

KLIKNIJ OBRAZ 👆

Śmierć Dzikości. Jak „Avatar: Fire And Ash” Ostatecznie Zabił We Mnie Nostalgię

KLIKNIJ OBRAZ 👆

Garść Innych Artykułów:

 

 

 

Niezbadane Krainy:

 

Strona Główna

Kontakt:

 

Współpraca

 

Formularz

ODWIEDŹ NAS: