Elfy i Krasnoludy
Fantasy
Rasy
Niezbadane Krainy
Esej
Wyobraź sobie, że otwierasz nową książkę fantasy albo odpalasz świeże RPG i schemat uderza cię w twarz tak mocno, że aż zęby bolą. Spotykasz elfa, który oczywiście jest wysoki, ma idealną cerę, lśniące włosy, mówi z wyższością i prawdopodobnie gardzi wszystkimi dookoła, czyszcząc swój perfekcyjny łuk. Chwilę później wchodzisz do karczmy, a tam bije się niski, brodaty facet z toporem, krzyczący coś o honorze i obalający piąty kufel ciemnego piwa.
Brzmi znajomo? No jasne. Popkultura wbiła nam do głów te stereotypy tak mocno, że gdyby elf nagle dostał łupieżu, a krasnolud przeszedł na dietę sokową, fani prawdopodobnie spaliliby wydawnictwo. Cały ten bałagan zawdzięczamy oczywiście jednemu panu z fajką, bo J.R.R. Tolkien wziął mitologię nordycką, przefiltrował przez swoją wyobraźnię i stworzył standard, z którego rasiści i dumni brodacze często nie mogą wyjść do dzisiaj, ale czy aby na pewno?
U Tolkiena Legolas i spółka to istoty tak idealne, że nie chorują, nie starzeją się i pachną poranną rosą, a ich fryzura pozostaje nienaruszona nawet po trzech dniach jazdy na koniu i zjeżdżaniu na tarczy po schodach w Helmowym Jarze. Przy nich człowiek czuje się po prostu jak nieumyty neandertalczyk. Z kolei Gimli i jego ziomkowie to chodzący upór, miłość do złota i dyplomacja ograniczona do rzucenia hasła, że jego topór jest do twoich usług, nie mówiąc już o piciu na umór i wiecznej rywalizacji o to, czyja broda jest dłuższa i bardziej epicka.
Andrzej Sapkowski spojrzał na te ideały, parsknął śmiechem i postanowił wrzucić je w realia pełne błota, polityki i biedy, dając nam elfy i krasnoludy na polskim bimbru. Elfy w Wiedźminie nadal są piękne, ale ich arogancja została brutalnie ukarana, przez co zamiast dostojnych mędrców mamy zmarginalizowaną rasę żyjącą w gettach albo wściekłych partyzantów ze Scoia'tael, którzy biegają po lasach i bezlitośnie rżną ludzi w pień. Są brudne, wściekłe i mściwe, co jest genialnym odświeżeniem tematu. Za to krasnoludy u Sapkowskiego to absolutne mistrzostwo świata. Yarpen Zigrin czy Zoltan Chivay piją na potęgę i przeklinają jak szewcy, ale zamiast patetycznych pieśni o kopalniach rozmawiają o ekonomii, handlu i rzucają życiowymi mądrościami, będąc bardziej ludzkimi niż sami ludzie.
*Iorveth, czyli kultowa postać growego Wiedźmina powstał na bazie książkowego Isengrima, który jak pan z powyższego obrazka miał zmasakrowaną twarz zakrytą chustą
Są jednak uniwersa, które postanowiły totalnie odpiąć wrotki i wywrócić te rasy do góry nogami, żebyśmy nie umarli z nudów. J.K. Rowling w Harrym Potterze uznała, że wysocy łucznicy są przereklamowani i zrobiła z elfów domowe sprzątaczki z wielkimi uszami, które noszą brudne poszewki na poduszki i przeżywają kryzys egzystencjalny, jeśli dostaną w prezencie ubranie. Trudno wyobrazić sobie Legolasa dziękującego ze łzami w oczach za wypraną skarpetę, ale Rowling to zrobiła. Z kolei w mrocznym świecie Warhammer 40,000 swoiste elfy uciekły w kosmos jako Eldarzy i z nudów oraz nadmiaru luksusu stworzyły kosmicznego boga rozpusty, który o mało ich nie wybił, a krasnoludy zamieniły kilofy na lasery i pancerze wspomagane, niszcząc całe planety w celach zarobkowych.
*starożytna, niezwykle zaawansowana technologicznie rasa elfów z The Elder Scrolls, która zamiast magii zaufała nauce i inżynierii parowej, a przez ludzi bywa błędnie nazywana krasnoludami
Największy mindfuck zgotowała jednak Bethesda w serii The Elder Scrolls, gdzie krasnoludy, czyli Dwemerzy, w ogóle nie były niskimi brodaczami z piwem, tylko odłamem potężnych technologicznie elfów, które budowały roboty parowe, gardziły bogami i pewnego dnia po prostu zniknęły z powierzchni ziemi. Elfy jako krasnoludy, czego to ludzie nie wymyślą!
Gdybyśmy zebrali ich wszystkich w jednej knajpie, elf Tolkiena piłby nektar z płatków róż i recytował poezję, elf Sapkowskiego planowałby zamach na karczmarza, a Zgredek w tym czasie szorowałby gary na zapleczu. Pod stołem krasnolud Tolkiena ryczałby pieśni o kopalniach, podczas gdy Zoltan Chivay tasowałby karty do gwinta i rzucał najcięższymi bluzgami próbując wpleść w to wszystko mądrości życiowe, których nie powstydziłby się najlepszy mówca motywacyjny. I za to właśnie kochamy fantastykę, bo nawet jeśli te motywy są oklepane do granic możliwości, to każdy autor dodaje do nich coś swojego - czasem kosmiczny kombinezon, a czasem po prostu kubeł zimnej wody i solidny realizm.
A Wy które elfy i krasnoludy lubicie najbardziej? Wolicie czystą klasykę czy totalne poplątanie z pomieszaniem?
Ten tekst powstał bez irytujących reklam dzięki wsparciu Patronów Krainy. Ukłony dla:
- Ravix z Czteroroga
<<< Toss a coin to your Kronikarz...