Wampiry
The Blood Of Dawnwalker
Trendy
Niezbadane Krainy
Esej
Popkultura to cykl, a rok 2026 udowadnia, że nic nie smakuje tak dobrze, jak odgrzewany (i mocno krwisty) kotlet. Po dekadzie dominacji superbohaterów i krótkim flircie z mrocznym sci-fi, mainstream wrócił tam, gdzie czuje się najlepiej - w objęcia nieumarłych arystokratów. Ale nie dajcie się zwieść: to nie jest powtórka z ery „brokatu”.
W 2026 roku wampir znowu jest drapieżnikiem, a nie modelem z reklamy perfum. Wielka w tym zasługa sukcesu kinowego „Nosferatu” Roberta Eggersa, niespełna półtora roku temu, który przywrócił monstrum jego pierwotną, odrażającą formę. Do tego dochodzi fenomen serialowego „Wywiadu z Wampirem” od AMC, którego 3 sezon wychodzi lada dzień (8 czerwca). Serial stawia na gęsty, gotycki klimat i brutalność, której próżno szukać w produkcjach sprzed dekady.
* "Nosferatu" reż. Robert Eggers
Ja sam nigdy nie byłem wielkim fanem wampirów. Moja tolerancja na nastoletnie dramaty w stylu "Zmierzchu" kończy się szybciej niż cierpliwość w kolejce do lekarza - nigdy nie obejrzałem tej sagi w całości i szczerze mówiąc, nie planuję. Moje ostatnie naprawdę udane spotkanie z tym gatunkiem to odkopany na streamingu film „Dracula: Historia Prawdziwa” (Dracula Untold). Dlaczego? Bo tam wampir był wojownikiem, a historia miała w sobie ciężar gatunkowy, a nie tylko ładne buzie.
Największe emocje budzi jednak branża gier. Tytułem, który obecnie „grzeje” najbardziej, jest bez wątpienia "The Blood of Dawnwalker". Zapowiedzi obiecywały rewolucję w grach RPG o wampirach, a społeczność fanów oszalała na punkcie mrocznego, słowiańsko-gotyckiego klimatu.
Jednak im więcej wiemy, tym więcej pojawia się pytań. Ostatnie gameplaye z Dawnwalkera wywołały burzę. Choć produkcja wygląda... ładnie (?), trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy poszli o krok za daleko w „pożyczaniu” od najlepszych.
* "The Blood Of Dawnwalker" studia: Rebel Wolves
Patrząc na system walki, interfejs, a nawet sposób, w jaki postać porusza się w świecie, można odnieść wrażenie, że to nie nowa gra, a gigantyczne, fanowskie DLC do Wiedźmina 3. I wiecie, ispiracja to jedno, ale kopiowanie 1:1 animacji Geralta z kłami zamiast srebrnego miecza to ryzykowna zagrywka, która u wielu graczy (w tym u mnie) budzi spory dystans.
Tak czy siak, premiera: 3 września.
Cena: 289 zł PC, 299 zł konsole... jednym słowem, nie stać mnie.
Wampiryczny renesans to nie tylko domena gier i seriali - to, co wydarzyło się ostatnimi miesiącami w kinie, tylko potwierdza, że kły są znów w modzie u największych nazwisk Hollywood. Z jednej strony dostaliśmy „Dracula: A Love Tale” od Luca Bessona. To powrót do estetyki, którą jako sceptyk gatunku jeszcze jestem w stanie przełknąć. Besson porzucił superbohaterskie bzdury na rzecz ciężkiego, gotyckiego romansu, który przypomina nam, że Dracula to przede wszystkim tragiczna postać historyczna, a nie postać z kreskówki. To kino operowe, wizualnie oszałamiające - dużo aksamitu, dużo patosu i zero brokatu.
* "Drakula. Historia wiecznej miłości" reż. Luc Besson
Z drugiej strony mamy „Grzeszników” od Ryana Cooglera, który wywraca stolik i pokazuje wampiry w zupełnie innym świetle. Osadzenie akcji na amerykańskim Południu lat 30. i starcie nieumarłych z brutalną rzeczywistością tamtych czasów to dowód na to, że wampiryzm znów stał się ważną metaforą. Tu nie ma miejsca na eleganckie kolacje w zamkach; jest pot, krew i walka o przetrwanie.
To właśnie takie produkcje sprawiają, że nawet ja, omijający szerokim łukiem romanse o krwiopijcach, zaczynam dostrzegać w tym gatunku coś świeżego. Wampiry przestały być tylko „ładne” - znów stały się albo autentycznie tragiczne, albo cholernie niebezpieczne.
Zjawisko wampiryzmu w 2026 roku to coś więcej niż tylko moda na kły. Socjolodzy kultury zauważają, że w czasach niepewności i przesytu technologią, szukamy opowieści o nieśmiertelności i surowej sile natury. Ostatnie miesiące przyniosły sporo, co najmniej, dobry wampirzych produkcji, a zapowiedzi takie jak wyżej wspomniany TBOD, sprawiają, że wampiry ciągle będą na językach w najbliższej przyszłości.
Ciężko oprzeć się wrażeniu, że może to być nie tylko moda, a manifest. W świecie wiecznie online, wampirza estetyka - kojarzona z ciszą, nocą i odizolowaniem w starym zamczysku - stała się idealną odtrutką na cyfrowy hałas. Bądźmy szczerzy: ile razy można ekscytować się kolejną wyprawą elfów do magicznego lasu? "Czyste" High Fantasy stało się przewidywalne i dla wielu nudne. (Nadmienię tutaj, że ja tylko komentuję światowy trend. Mnie dalej jarają wyprawy elfów do magicznego lasu, dziękuję).
Czysto filozoficznie, przyszła mi do głowy myśl, że Wampiry oferują mrok, który jest nam bliższy. Nie są odległymi istotami z innego wymiaru; to metafora naszych współczesnych uzależnień, obsesji na punkcie władzy i niezaspokojonego głodu sukcesu.
Wampiryczny renesans 2026 roku jest faktem. Od wielkich produkcji HBO, przez gotyckie horrory w kinach, aż po (nieco zbyt wtórne) hity na konsole. Czy jednak ta moda przetrwa? Zapewne nie od razu, ale jak wszystko w popkulturze i wampiry przeminą... potem znowu nastaną, i tak w kółko.
Po ostatnich ekranowych sukcesach wampirzej kinematografii można stwierdzić, że mimo wszystko wolimy bać się wampirów, nie zaś ich kochać jak dajmy na to wspomnianym już tutaj "Zmierzchu". Czy również na ten strach przyjdzie kres i znowu popadniemy w romantyczne wizje o nieśmiertelnej miłości jak sprzed kilkunastu lat? Czas pokaże, aczkolwiek domyślam się i nie chcę tego mówić na głos.
Sam nie jestem fanem wampirów i prawdopodobnie nigdy nim nie zostanę. Ale jedno muszę im oddać: potrafią wrócić z grobu w wielkim stylu, nawet jeśli ich „nowe” szaty czasem zbyt mocno zalatują szafą pewnego białowłosego łowcy potworów z Rivii.
No nie mogę z tym TBOD kurła!
KLIKNIJ OBRAZ 👆
KLIKNIJ OBRAZ 👆